Jak nie mieszkać w kuchni

Powszechną bolączką popularnych aneksów kuchennych są dwie rzeczy – po pierwsze, problem z koniecznością trzymania jako-takiego porządku w kuchni. Niby sprawa oczywista, jednak często, w ferworze codziennej krzątaniny, doprowadzenie kuchni do porządku jest spychane na szary koniec dnia. Lub na jutro. U mnie zazwyczaj na jutro. Nic przyjemnego oglądać resztki obiadu z salonu. Po drugie, przy mniejszych metrażach łatwo uzyskać wrażenie, że w mieszkaniu nie ma salonu, zaś kanapa i stół wciśnięte zostały do kuchni – czyli że życie w tej kuchni się toczy. Nie zrozumcie mnie źle – wiadomo, że najlepsze imprezy zawsze do kuchni się przenoszą lub w tejże się kończą. Jednak jestem zdania, ze warto funkcje oddzielać i zaznaczać, a salon kuchnią nie jest.

W związku z powyższym w swoich projektach zazwyczaj staram się wydzielić symbolicznie kuchnię. Stawiam ścianki, które są z jednej strony ścianką rtv, a z drugiej dodatkowym blatem lub wręcz szafą do przechowywania, buduję wyspy i półwyspy, wstawiam witryny na szkło – słowem robię wszystko, aby ta kuchnia stała się jednak w pewnym sensie osobnym pomieszczeniem. Dzisiaj przykład kuchni z potężnym półwyspem, który pełni funkcje regału, barku śniadaniowego, szafki na wino, a od strony kuchni ma szafki i szuflady. Tym razem w półwyspie znalazła się płyta indukcyjna – rozwiązanie, które stosuję dość rzadko, bo przy użytkowaniu wiąże się z możliwością ochlapania biesiadników gorącym olejem bądź sosem pomidorowym, lecz w tym pomieszczeniu półwysep sąsiaduje ze szlakiem komunikacyjnym na balkon, a stół i kanapa znajdują się poza zasięgiem nawet najbardziej energicznego kucharza. Kuchnia wykonana z płyty meblowej lakierowanej oraz okleinowanej, wraz ze zwykłym wiórowym blatem (na półwyspie podwójnej szerokości i ciętym i łączonym na boku pod kątem 45 stopni). Zobaczcie co potrafi zdolny stolarz wyczarować ze stosunkowo niedrogich materiałów. Zdjęcia jeszcze przed założeniem szkła Lacobel (na ścianie między szafkami), okapu (satynowy, prostokątny sześcian), halogenów (nad obydwoma blatami roboczymi oraz przed dostawieniem krzesełek (grafitowe, kanciaste stołki barowe). Czyli w trakcie prac :)

Łazienkę z tego mieszkania pokazywałam w jednym z poprzednich postów. Domyślacie się, która to?

2014-04-09 08.05.49 2014-04-09 08.06.00 2014-04-09 08.06.10

Reklamy

Książki w biblioteczce

Zdaję sobie sprawę, że napisanie postu o porządkach w słoneczny, letni dzień nie spowoduje że Szanowni Czytelnicy rzucą się do układania, sprzątania i segregowania. Ja również bym się nie rzucała… Jednak być może dla kogoś poniższy filmik okaże się inspiracją. Książki, ułożone kolorystycznie, przestają sprawiać wrażenie nieładu, stają się za to ciekawą ozdobą.

Ja w ogóle lubię książki we wnętrzach. Uważam, że bardzo ładnie się prezentują, niezależnie od tego czy komuś chciało się przeprowadzić kolorystyczną rewolucję, czy też nie. W oprawie rytmicznie ułożonych półek nawet przypadkowe ułożenie się broni. Zobaczcie, na przykład takie regały, znalezione na All – można je wykończyć w dowolny sposób, lub – jeśli pragniemy uzyskać surowy, nieco loftowy efekt – pozostawić niewykończone (należałoby zabezpieczyć np olejem lub woskiem, albo bezbarwnym lakierem). Podoba mi się ich podział, ujarzmią każdy księgozbiór.

Co zrobić jednak, jeśli książki czytamy wyłącznie na czytniku komputerowym (bez zapachu i szelestu papieru? Bez przewracania kartek? Nieee…), lub, co gorsza, nie czytamy wcale? Są dwie możliwości. Pierwsza  – dajemy ogłoszenie w gazecie: „Księgozbiór kupię” i czekamy na łut szczęścia. Druga – kupujemy tapetę książkową jak poniżej i liczymy, że nikt się nie połapie (pomaga postawienie stołu z przekąskami po drugiej stronie pokoju…) Tapeta pochodzi ze sklepu Deborah Bowness i jest jedną z kilku naprawdę ciekawych w jej kolekcji.

Bookshelf Wallpaper, Deborah Bowness