Schowane karnisze

Wystrój okien jest jedną z rzeczy, które stanowią „kropkę nad i” całego projektu. Nieudany potrafi położyć całość na łopatki. Moim zdaniem, jak w wielu innych kwestiach, proste rozwiązania są najbardziej efektowne. Nie przepadam za drapowanymi zasłonami, a poliestrowe firanki kryształki ze wstawkami wywołują u mnie dreszcze, bynajmniej nie rozkoszy.

Chętnie widziałabym w oknach eleganckie shuttersy, ale jest to rozwiązanie dość kosztowne. Zamiast tego często przekonuję Klientów do żaluzji, które pozwalają regulować natężenie dopływającego światła i dają ciekawe efekty światła i cienia. Pod spodem załączam fotkę z projektu z Gdańsku, która obrazuje o czym mówię.

foto Tim Demski, http://www.timdemski.com

Jednak nie zawsze i nie wszędzie pasują żaluzje. Jeśli chcemy nadać wnętrzu miękki rys, niezastąpione stają się zasłony i firany. Najchętniej z naturalnych materiałów (lub wyglądających na takie), w neutralnych jasnych kolorach, firany bez wzorów, delikatnie rozpraszające światło. Pozostaje pytanie na czym je powiesić, jeśli nie bardzo lubi się karnisze.

Polecam rozwiązanie proste i eleganckie, jednak wymagające podjęcia prac na etapie remontu. Z karton gipsu robi się nawis, który ukryje szynę karniszową, można to dodatkowo podświetlić wężem LED. Takie rozwiązanie staje się dodatkową dekoracją i daje możliwość stworzenia wspaniałej, nastrojowej sceny świetlnej. Zdjęcia poniżej pochodzą z dwóch projektów w Warszawie, w obydwu zastosowałam podobne rozwiązanie jeśli chodzi o podwieszenie, w jednym z nich są wiszące zasłony, a w drugim (niedawno, już po zrobieniu zdjęcia) pojawiły się rolety.

Podświetlone zasłony, ciepły kolor LED.

Oświetlenie przeciągnięte na pokój

Inny projekt, w oknach pojawiły się później rolety. Również miejsce na karnisz podświetlone i jest możliwość zawieszenia zasłon i/lub firan. Tym razem zimny odcień LED.

UPDATE W związku z licznymi prośbami o dokładne opisanie montażu karniszy przygotowałam osobny wpis z instrukcją i schematem. Zapraszam tutaj!

Spanie pod podłogą

Dziś post o tym, jak można poradzić sobie z ograniczoną przestrzenią w pokoju dziecinnym. Wiadomo, ze najważniejsze jest w nim miejsce do zabawy oraz miejsce do nauki. Czasem jednak tego miejsca jest naprawdę niewiele.

Dość oczywistym rozwiązaniem jest podniesienie łóżka i zaaranżowanie strefy zabawy lub kącika do nauki pod nim. Dzieci zazwyczaj uwielbiają piętrowe łóżka i coś, co przez dorosłego odbierane jest jako dyskomfort, jest dla nich prawdziwą frajda. Czasem jednak z różnych względów nie można użyć tego rozwiązania. Warto wtedy poszukać alternatywy, na przykłada łóżka umieszczone pod podłoga.

W pokoju który poniżej prezentuję zdecydowałyśmy wraz z Klientka o zbudowaniu podestu. Jest to zresztą ten sam pokój, którego zdjęcia wkleiłam w poście o tablicówce na ścianach – czarna ściana jest dokładnie za plecami. Na podeście znajduje się miejsce do nauki, a pod nim dwa wysuwane materace na kółkach, które na noc wyjeżdżają na środek pokoju. Młodzi lokatorzy bardzo lubią to rozwiązanie. Zdjęcia zostały zrobione przed montażem barierki na podeście (zamontowana na jego brzegu, za plecami krzeseł przy biureczkach). Zwróćcie uwagę na umiejscowienie lampki nocnej na ścianie. Oczywiście materace można wysunąć tylko częściowo, siąść na nich całą bandą i grać w kalambury, korzystając z tablicy naprzeciw.

pokój dziecinny, Warszawa

Ściana załamana

Wczorajszy wpis dotyczył rzeczy przyjemnych, eterycznych, estetycznych…Dziś dla równowagi chciałabym zejść na ziemię i poruszyć ważne, a przy małych metrażach kluczowe zagadnienie przechowywania.

Pierwsza zasada mówi, że rzeczy do schowania jest zawsze za dużo.

Druga zasada mówi, że trzeba zapewnić przynajmniej 1,5 razy tyle miejsca do przechowywania ubrań, butów, akcesoriów domowych itd niż wydaje nam się że potrzebujemy.

Jedną z głównych korzyści przy wyborze dobrego projektanta jest to, że będzie pilnować bardzo mocno, abyśmy o tym miejscu nie zapomnieli i zaproponuje takie rozwiązania, aby je zmaksymalizować, jednocześnie zapewniając komfort korzystania ze schowków.

Jedną z prostych, lecz bardzo, bardzo efektywnych sztuczek jest łamanie ściany między pomieszczeniami (najczęściej sypialniami) w taki sposób, aby po jednej i drugiej stronie powstało miejsce na szafy wnękowe. Coraz częściej deweloperzy sami wprowadzają takie rozwiązanie, ale jeśli nie, to warto wprowadzić taką zmianę na własną rękę. Szafa wnękowa dobrze zaprojektowana jest zbawieniem dla wszystkich mających naturę chomika, a przez to, ze jest schowana w ścianie daje najróżniejsze możliwości adaptacji. Zaznaczam, że aby była funkcjonalna, warto poświęcić trochę czasu, żeby dobrze ja sobie w środku rozplanować – nie liczmy tu na fachowca, który nie zna stanu naszej garderoby oraz naszych preferencji jeśli chodzi o przechowywanie. Czasem sami nie zdajemy sobie sprawy, że je mamy.

Na szkicu poniżej zaznaczyłam ostrymi kolorkami załamanie ścian. dzięki niemu szafy mogą schować się, nie rzucać się w oczy w niewielkich sypialniach, bądź przeciwnie – potraktowane fototapetą bądź lustrzanym frontem przyciągnąć uwagę i stać się ciekawym elementem pomieszczenia. W tym projekcie wyzwaniem było zapewnienie jak największej powierzchni przechowywania, jednocześnie nie pomniejszając optycznie niewielkich sypialni. Szafy musiały się pochować i sztuczka z łamaniem okazała się bardzo przydatna.

Kossaki i Matejki…

… czy kozaki i naklejki?*

Tym razem chciałabym napisać parę słów o tym, co może się znaleźć na ścianach. O sztuce dziecięcej już było, a teraz przyjrzyjmy się na moment sztuce dorosłej, a przynajmniej nieco podrośniętej.

Zacznijmy od tego, że warto coś na ścianach wieszać. Odpowiednio dobrany obraz bądź grafika podkreśla wygląd wnętrza, może nadać mu charakter, stać się gwoździem programu w całej aranżacji.

Jest wiele mitów dotyczących obrazów.

Pierwszy to taki, że są zbytkiem, dostępnym tylko dla najbogatszych. Nieprawda. Oczywiście, mało kogo stać na dzieła uznanych malarzy, za to naprawdę każdy może pozwolić sobie na zakup obrazu od studentów lub świeżych absolwentów ASP, a także od osób zajmujących się sztuką amatorsko, co wcale nie musi przekładać się na gorszy wygląd dzieła. Na portalu na A jest około sto stron ze sztuką współczesną – malarstwo olejne, następne kilkadziesiąt z akrylami. Do tego dochodzą grafiki i starsze obrazy. Naprawdę jest w czym wybierać.

Nigdy nie zapomnę delikatnego szoku, kiedy oglądałam w prasie wnętrzarskiej przepięknie zaprojektowane wnętrze, rewelacyjny układ przestrzenny, ciekawe rozwiązania funkcjonalne, dobre oświetlenie, meble robione w większości na zamówienie, a do tego…. „obrazy „z Ikea. Przypuszczam że to musiała być wtopa podyktowana pośpiechem, komuś zależało na szybkim wyprodukowaniu sesji, ale dysonans między eleganckim wnętrzem a obrazami z „supermarketu” raził niemiłosiernie. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam Ikeę. Uważam, że w meblowaniu tanim kosztem są niezastąpieni. Używam ich mebli non stop, poluję na okazy vintage, bawię się w przeróbki. Ale obrazy – nie widzę powodu żeby kupować masówkę, skoro można mieć jedyne w swoim rodzaju dzieło, malowane ludzką ręką a nie pędzlem robota.

Na potrzeby tego wpisu przejrzałam kategorię Olej po 2000 roku na wiadomym portalu i poniżej wklejam po kilka przykładowych obrazów, które można znaleźć w konkretnych przedziałach cenowych, a które warte są uwagi.

I tak, jeśli mamy do wydania poniżej 100 zł:

„Huśtawka”, Marlena Wejcher, 50x40cm, 75 zł

„Kot”, Katarzyna Kubiak, 100×100 cm, 61zł (aukcja)

„Owad 1”, Paulina Szufnara, 40×30 cm, 49zł

„Gołębiarki”, A.Burczyc, 50x40cm, 99 zł

W budżecie 100-200 zł kilka następnych:

„Żagle na falach”, tycjan100, 100x80cm, 199zł

„Spacer we dwoje”, tycjan100, 40x50cm, 150 zł

Abstrakcja, Marek Mayer, 80x60cm, 179 zł

A jeśli mamy do wydania zawrotną sumę 250-600 zł…

„Żabnica I”, Jarosław Bednarz, 122x50cm, 550 zł

„Żabnica II”, Jarosław Bednarz, 122x50cm, 550 zł

„Martwa natura z talerzem”, Galeria Deland, 30×25 cm, 250 zł

To tylko kilka wybranych obrazów, wybór oczywiście podyktowany moimi osobistymi preferencjami. Swoją drogą myślę, że gdybym trafiła szóstkę w totka i mogła pracować wyłącznie dla przyjemności, to oprócz projektowania wnętrz, które jest pasją numer 1, otworzyłabym także dwie dodatkowe rzeczy – po pierwsze galerię sztuki z obrazami właśnie takich, młodych twórców, które można by było kupić za ceny przystępne dla osób zaopatrujących się dotychczas w Ikei, a po drugie galerię ślubną, ale o tym może innym razem.

Na razie szóstka uparcie nie chce wypaść, więc póki co zadowolę się zaprezentowaniem wyłuskanych perełek tutaj.

Na koniec czego NIE kupować, kiedy już zasiądziemy z kieliszkiem wina, żeby wybrać się na wirtualne łowy sztuki?

– udawaczy, czyli obrazów, które próbują – zazwyczaj nieudolnie – naśladować sławny styl. Był jeden Dali, Modigliani i Kossak, inspiracja – jak najbardziej, ale bezczelnej podróbie mówimy stanowcze nie (nie mówię o kopiach, które z założenia mają naśladować oryginał)

– zbyt wygiętych kobiet na aktach, zbyt wykrochmalonych statków na nieruchomym morzu, portretów ze zdjęcia, które zazwyczaj rozczarują

– dyptyków, tryptyków i piecioptyków z sztuką a’la afrykańską, a’la japońską itp. Nie!!

– obrazów malowanych niemytymi pędzlami (fuj brejowate kolory, bynajmniej nie zamierzone).

Na koniec pytanie – gdybyście mogli mieć jeden, jedyny obraz, dowolny, cena nie gra roli – to który by to był?                                                                                                                       Ja chyba „Nighthawks” Hoppera. To światło!!

*prawa autorskie do dzisiejszego tytułu dzierży zaprzyjaźniony fotograf, Piotr Manasterski. Jego świetne prace możecie zobaczyć na www.manas.pl , a o fotografii w wystroju wnętrz napiszę zapewne jeszcze nie raz.

Inspiracje

W momencie, kiedy kupujecie mieszkanie lub stajecie przed perspektywą generalnego remontu, dostajecie tak naprawdę do ręki pusta kartkę. Czym ją zapełnić? Wiele osób na tym etapie ma już dość jasny pogląd na to, jak ich wymarzone lokum ma wyglądać. Część dopiero zaczyna się zastanawiać. Często wyobrażenia, które mamy, ciężko przekuć na realny efekt.

Naturalnie, najlepiej zwrócić się do projektanta (a to jeszcze lepiej uczynić na etapie decyzji o rozpoczęciu poszukiwań nowego lokum). Jednak większość osób jeszcze nie decyduje się na taki krok, zamiast temu próbując zmierzyć się z zadaniem samodzielnie. Zazwyczaj wtedy zaczynają kupować wszelkie dostępne magazyny wnętrzarskie i przekopywać internet w poszukiwaniu inspiracji i rozwiązań. Chciałabym od razu odesłać do strony www.houzz.com . Jest to wnętrzarski serwis, gdzie każdy może dodać wnętrza mieszkania. Użytkowanie jest bezpłatne, a sam serwis ma kilka przydatnych funkcjonalności, przede wszystkim możliwość tworzenia własnego notatnika pomysłów i zapisywania w nim interesujących nas zdjęć z komentarzami oraz wyszukiwanie po słowach kluczowych. Białe kafle w kuchni? Proszę bardzo. Szkło w łazience? Nie ma sprawy. Ciemne kolory w sypialni? Jeden klik i gotowe. Serwis jest amerykański, więc część wnętrz raczej nie przypadnie do gustu polskiemu odbiorcy lub też nie będzie miała przełożenia na nasze sporo mniejsze metraże, lecz zdjęć jest ponad pół miliona i bez problemu można wygrzebać takie, które będą przydatne. Warto tylko z góry założyć sobie czas przeglądania, bo serwis wciąga niczym czarna dziura i łatwo stracić kontrolę nad czasem.

Print screen ze strony houzz.com

Kolorowy zawrót głowy

Źródło: todayilearned.co.uk

Nie, żebym była jakąś wielką damską szowinistką, ale powyższy obrazek bardzo pięknie oddaje, jak różnie kobiety i mężczyźni widza kolory. Oczywiście są wyjątki od reguły, mój najbardziej wrażliwy na kolory Klient jest facetem.

Czasem jak przeglądam zdjęcia mieszkań na sprzedaż to wydaje mi się, że w polskich domach liczą się tylko dwie barwy – brzoskwinia w jogurcie oraz seledyn. Dla mnie obie w wydaniu „cały pokój plus dodatki” są nie do zniesienia. Kolorem, który zawsze na początku nakładam na wszystkie ściany w wizualizacjach jest biel, taka złamana, nie poliestrowo-zimna. Dopiero na tym tle zaczynam wprowadzać kolorowe akcenty. Nieważne, czy będzie to pomalowana ściana, tapeta, czy też struktura (kamień lub cegła). Biel stanowi świetną ramę, tło, które podkreśla zastosowane efekty i nadaje całemu wnętrzu świeżości. Tutaj uwaga – przydatna nie tylko przy urządzaniu wnętrza, lecz również dla … panien młodych. Otóż łącząc białe elementy trzeba bardzo uważać, żeby nie łączyć ciepłych odcieni z zimnymi, bo będzie to wyglądało jakby proszku do prania zabrakło. Uważam, że biały kolor jest niesłusznie niedoceniony – jakiś taki niedokończony – mówią często na początku Klienci. Dopiero kiedy pokazuje się całość, a biały świetnie wpasowuje się w stylizację, oddychają z ulgą i odstawiają zachomikowane na wszelki wypadek puszki z seledynem.

Na zdjęciu ściana w projekcie w Gdańsku, obłożona grafitowym kamieniem. W towarzystwie białych ścian robi się główną dekoracja pokoju.

Lustereczko, które macie…

… doda metrów całej chacie.

Będzie o lustrach, a raczej o ich absolutnie magicznej mocy kształtowania przestrzeni.

Jeśli ktoś był kiedyś na wystawie artystki Yaoi Kusamy to wie, jakie wrażenie potrafią wywołać lustra w lustrach. Stykające się pod kątem lustra bez ram potrafią całkowicie oszukać oko, poprawić proporcje pomieszczenia, doświetlić, a przede wszystkim powiększyć wnętrze. Jest to, polecany przeze mnie często, najtańszy sposób na dodatkowe metry kwadratowe w mieszkaniu.

Pod spodem lustra w łazience – złudzenie optyczne a’la Kusama, które wyciągnęło dość wąska łazienkę nieskończenie daleko. Z takim efektem trzeba bardzo uważać, może okazać się dla niektórych męczący. Na pewno odradzam stosowanie go w miejscu, które widzimy ciągle.

Lustro w lustrze w lustrze w lustrze…

Zupełnie niedocenionym miejscem na lustro jest ściana nad blatem roboczym w kuchni. Bezzasadnie – lustro sprawdza się tam świetnie, zwłaszcza w popularnych aneksach kuchennych, a już zupełnie dobrze w tych usytuowanych naprzeciw okna. Zmywa się pięknie, na pewno lepiej niż popularna swego czasu stal szczotkowana. Odchodzi szorowanie fug. Jedyne o czym trzeba pamiętać to to, że lustro podwoi każdy bałagan, więc dla osób utrzymujących kuchnię w stanie artystycznego nieładu może być niewskazane. Pod spodem zdjęcie projektu, gdzie białe szafki kuchenne połączyłyśmy z tablicową farbą na ścianie (do zapisywania przepisów i rodzinnych notatek) i z lustrem nad blatem. Zdjęcie jeszcze robocze, ale zamierzony efekt jest już widoczny.

lustro nad blatem

Magię lustrzanych sztuczek dobrze oddaje również zdjęcie tej mikroskopijnej łazienki, Jest to jedna z dwóch łazienek w domu, mimo małego metrażu Klienci postanowili umieścić w niej kabinę prysznicową. Położenie lustra bez ram na całej szerokości ściany optycznie podwoiło przestrzeń łazienki i zamieniło ja z ciasnej klitki w całkiem przyjemne wnętrze.

Tyle luster na razie, na pewno to nie ostatni post o nich, zasługują na znacznie większą ilość wpisów. Myślę, że obok ciekawych efektów świetlnych i bieli są jednym z moich ulubionych elementów wystroju.

Wrota malowane

Będzie dziś o drzwiach. Słyszałam opinię, że drzwi potrafią zrobić lub zepsuć wnętrze. Co prawda słyszałam podobną o podłogach, lampach i kaloryferach (zazwyczaj wygłaszaną przez producentów tychże), ale na pewno drzwi są zauważalnym i ważnym elementem wnętrza.

Jakoś tak się porobiło, ze najbardziej lubię białe, tak drzwi, jak i kuchnie (ale o tym innym razem). Nie nudzą się, są bardzo neutralne i – co jest dla mnie niezwykle ważną cechą – pasują do najróżniejszych stylizacji. Zazwyczaj staram się przekonywać Klientów do tego, aby stałe elementy wnętrza zachowali w neutralnej kolorystyce, zaś szaleli w dodatkach, ponieważ właśnie dzięki temu można za jakiś czas mieszkanie odmienić w weekend bez kosztownych i męczących remontów, zmieniając na przykład kolor jednej ściany, tapetę, obraz czy wystrój okna. Wiem, że mnie takie zmiany bardzo cieszą i dają zastrzyk energii, a na pewno nie byłyby równie pozytywnie odbierane, gdyby wiązały się z drenażem kieszeni oraz wizytą ekipy remontowej na trzy tygodnie.

Formy białych, malowanych drzwi są oczywiście najróżniejsze, tak samo jak i ich ceny.

Chyba najładniejsze, jakie zdarzyło mi się do tej pory popełnić, znajdują się w wysokim mieszkaniu w apartamentowcu w Warszawie. Aby podkreślić wysokość wnętrza zdecydowałyśmy się z Klientka na wstawienie drzwi wyższych niż standardowe. Dodatkowo polakierowanie zostały na wysoki połysk, jak większość mebli w tym mieszkaniu (kuchnia i zabudowa szafy-garderoby) – zabieg, który powoduje, że powierzchnie te odbijają światło i optycznie powiększają przestrzeń.

Foto Małgorzata Morańska

foto Małgorzata Morańska

Zupełnie inne zadanie miały drzwi w projekcie w gdyńskich Apartamentach na Polanie. Ze względu na niewielki metraż przekonałam Klientów do przeniesienia drzwi sypialnianych do salonu, co pozwoliło na uzyskanie sporego miejsca na zabudowaną szafę, dzięki czemu rozwiązany został problem przechowywania, a przy okazji poprawione zostały proporcje długiej i wąskiej sypialni. Do tego lustro w szafie odbiło okno i dzięki temu doświetliło dodatkowo pokój. Jednak drzwi w tym wypadku musiały w miarę możliwości wtopić się w ścianę, żeby nie stać się głównym punktem programu w niewielkim salonie. Żeby to uzyskać, zdecydowałam się na zastosowanie drzwi chowanych w ścianie w specjalnej kasecie, pomalowanych na matowy biały kolor, lekko złamany, zbliżony do koloru ścian. Dodatkowo tuż obok nich zainstalowane zostało potężne lustro w przykuwającej wzrok ramie i z odbijającym się w nim ciekawym obrazkiem, wygrzebanym w składzie staroci.

Jeszcze przed powieszeniem lustra.

Drzwi poza kadrem, po prawej stronie.

Tak jak napisałam, białe malowane drzwi można znaleźć w najróżniejszych cenach. Obydwa powyższe przykłady należą raczej do droższych, natomiast jeśli ktoś ma mniejszy budżet, to polecam wycieczkę do marketów budowlanych. Najtańsze bardzo ładne drzwi, również malowane, znalazłam w cenie 150 zł za skrzydło. Oczywiście nie są to już drzwi bezprzylgowe (czyli chowające się całkowicie we framudze), ale moim zdaniem prezentują się naprawdę świetnie.

Tanie spanie

Chciałabym zaproponować niedrogie i efektowne rozwiązanie do sypialni. Coś,co przy pewnych zdolnościach manualnych można wykonać samodzielnie, można również zlecić tapicerowi lub nabyć na Allegro, a mianowicie zagłówek.

Pomysł jest bardzo prosty – zamiast inwestować w kosztowne łoże, kupujemy materac wedle upodobania, umieszczamy w ramie (względnie – kupujemy materac z wbudowaną ramą, co dla materacowych fanatyków jest rozwiązaniem karygodnym, a dla mnie całkiem akceptowalnym) do ramy dobieramy nóżki, a całość dostawiamy do wybranego lub zrobionego zagłówka.

Zagłówków są tysiące. Swego czasu tryumfy święciły proste w kwadraty lub prostokąty – nadal są popularne, jest to klasyka która nie wyjdzie zbyt szybko z mody. Od kiedy styl new romantic znowu staje się modny, zaczęły się eksperymenty z bardziej wyszukanymi formami zagłówków. Można tapicerować na twardo, na miękko i pod kątem, jeśli ktoś jest fanatykiem wieczornego czytania w łóżku. Gotowy zagłówek przykręca się do ściany i gotowe. Gdy wystrój sypialni się znudzi, można go łatwo odświeżyć zmieniając tapicerkę (w wersji super prostej pokrowiec) i kilka dodatków.

Poniżej wklejam zdjęcie z mieszkania, które zaprojektowałam na warszawskiej Woli. Od razu przepraszam za jakość – robiłam je kiepskim aparatem, do tego dzierżąc na rękach swoją Asystentkę (wówczas kilkumiesięczną), która bardzo żywiołowo starała się mi dopomóc.Mam nadzieję że trochę widać.

foto D&G

A tutaj drugie, z zagłówkiem nieco prostszym w formie, a nad nim wygodne wysuwane kinkiety do czytania. Na życzenie Klientów w sypialni znalazła się również podręczna biblioteczka.

foto Tymek Demski

Sporo ciekawych zagłówków można zazwyczaj wyszukać w Największym Sklepie czyli na Allegro, a jeśli ktoś czuje się na siłach spróbować samodzielnie to polecam wpisać w wyszukiwarkę youtube słówko headboard i zapoznać się z filmikami instruktażowymi.

Sztuka na ścianach

Tym razem nie o sztuce przez wielkie S, ale o tej przez małe, a nawet bardzo małe s. Małe, ale za to bardzo ważne, a mianowicie o sztuce tworzonej przez dzieci. Na pewno w zamierzchłych czasach dzieciństwa zdarzało się Wam oberwać za stworzenie na ścianie ..yyy… dzieła. A co, gdyby zamiast ganić malarskie zapędy, zacząć do nich zachęcać?

Staram się polecać Klientom do pokojów dziecinnych dwa rodzaje farb, a mianowicie magnetyczną oraz tablicową. Ma je w swojej ofercie wielu producentów, koszt nie jest bardzo duży, zwłaszcza że maluje się taką farbą tylko fragment ściany. Najfajniejszy efekt daje pomalowanie ściany najpierw farbą magnetyczną, a następnie tablicową. Można robić różne kombinacje, a mianowicie pomalować np całą ścianę farbą magnetyczną, a następnie dolną połowę tabicówką, a górną wybranym kolorem. Wtedy na całej powierzchni można wieszać dziecięce rysunki za pomocą magnesów, a na dolnej części dodatkowo tworzyć dzieła. Dobrym patentem jest zamontowanie pod częścią tablicową wąskiej półeczki, która przejmie pył z kredy, żeby nie opadał na podłogę. Jeśli z różnych powodów obawiamy się tego pyłu, to można zamiast czarnej farby tablicowej użyć farby do flamastrów, ale to jest rozwiązanie raczej dla dzieci starszych i nastolatków.

Dzieła małych twórców warto doceniać i rozwieszać, mogą być świetną ozdobą nie tylko ich pokoju, ale także innych ścian w mieszkaniu. Żeby awansowały do rangi poważnej sztuki warto oprawić je w jednolite ramki – np proste, białe – i wieszać grupami. Zyskujemy niebanalną ozdobę i poczucie, że udało nam się niesamowicie podbudować małego człowieka.

Poniżej zdjęcie dziecięcego pokoju, gospodarzami jest dwóch chłopców zakochanych w ufoludkach i rakietach. Do tego pokoju wrócę jeszcze kiedyś, poruszając temat niekonwencjonalnych rozwiązań noclegowych…